Stowarzyszenie
Rozwoju
i Integracji
Młodzieży

Okiem wolontariusza

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

PROJEKT WYSYŁAJĄCY: FINALNDIA - Łukasz
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: FINALNDIA - Marzena
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: WIELKA BRYTANIA - Ania i Dominik
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: WIELKA BRYTANIA - Bogusław
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: AUSTRIA - Wiedeń - Bernadetta
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: NIEMCY - Lipsk - Przemek
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: HISZPANIA - Lerida - Eliza
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: WIELKA BRYTANIA - Tavistock - Ola
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: WIELKA BRYTANIA - Bristol - Asia
PROJEKT WYSYŁAJĄCY: WIELKA BRYTANIA - Barcelona - Teresa
PROJEKT GOSZCZĄCY: POLSKA - Kraków - Ticiana

Tytuł: Przedszkole integracyjne
Wolontariusz: Ticiana Gracia-Tapia
Osoba prowadząca projekt: Alicja Szpot
Termin: wrzesień 2002 - sierpień 2003

When I first began researching for an EVS project, it was complicated and hard to apply for but now I see it was all worth it. In terms of my actual impressions, I think EVS is a fantastic idea.As the years go by and more countries become affiliated the projects will become more and more interesting.

I'm taking part in a project in Krakow which takes place in what is called an "integration kindergarten". My role is that of a multi-purpose helper. In other words, my job involved helping the children, 23 four-year olds, with basic needs from eating and getting ready to bed, to more didactic needs such as making sure they all take part in class activities. I also help the pedagogue with the 6 special needs children.

I've been extremely lucky here because from day 1 I've been made to feel extremely welcome. More importantly, the teachers and headmistress have been encouraging and supportive and have always made it a point to remind me that I am both wanted a nd very much needed in the kindergarten.

EVS provides a fabulous opportunity for adventure, learning, personal growth and of course, travelling. I think it will pave the way for inter-cultural understanding and for a growing sense of tolerance among all countries involved. I am just glad I am a part of it.

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: SWYM Youth European Exchange
Wolontariusz: Joanna Profus
Osoba prowadząca projekt: Maciej Czarnik
Termin: wrzesień 2002 - sierpień 2003

Pochodzę z rodziny średnio zamożnej i nie wykształconej. Skończyłam szkole wokalno-baletowa i chce studiować pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą. Po miedzy ukończeniem szkoły a studiami pojawiła się dla mnie wyjątkowa możliwość wyjazdu do Anglii na wolontariat. Cudowna szansa, której wszyscy mi zazdrościli.

STRIM - dzięki gratowi z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU - pokrywał wszystkie wydatki związane z przejazdami, szkoleniem, kursem językowym itp. Ja nie byłabym w stanie opłacić tych wszystkich rzeczy.

I tak znalazłam się w Anglii nie daleko Bristolu.

Organizacja, w której pracuje SWIM, jest organizacja chrześcijańska. Mamy zajęcia z dziećmi w szkołach, kościele i cały czas trwają przygotowania do otwarcia cafe klubu dla młodzieży, gdzie będziemy organizować rożne warsztaty, i oferować dobra zabawę bez potrzeby stosowania dodatkowych używek.

Taki wolontariat jest ogromna szansa poznania innej kultury, świata, samego siebie. Dla mnie ogromna przeszkodą okazała się nie wystarczająca znajomość języka i ogromna tęsknota za wszystkim co pozostawiłam w Polsce.

Te parę miesięcy były najtrudniejsze w całym moim życiu, ale nie cofnęłabym ich za nic w świecie.

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: Catalyst
Wolontariusz: Ola Wozniak
Ooba prowadząca projekt: Maciej Czarnik
Termin: wrzesień 2002 - sierpień 2003

Mam na imię Ola .We wrześniu zeszłego roku udało mi się wyjechać jako wolontariuszka EVS na projekt do Wielkiej Brytanii (UK). Projekt, dla którego pracuje trwa 12 miesięcy, wiec do Polski wrócę dokładnie 1-go września 2003.

Obecnie mieszkam na południowym zachodzie Angli w niedużym miasteczku Tavistock (niedaleko portowego miasta Plymouth).

Region Angli, w którym mieszkam to Devon, uważany za jedna z najpiękniejszych okolic UK. .Anglia cieszy tu widokiem cudownych zielonych wzgórz z mnóstwem dzikich koni I owiec, bajkowymi lasami I uroczymi maleńkimi wioskami.

Przez cały mój pobyt tutaj mieszkam z angielska rodzina. To są naprawdę wspaniali ludzie. Mogę zawsze na nich liczyć a przede wszystkim czuć się komfortowo w ich domu. Bardzo ważne dla mnie jest to ze przy okazji mogę popracować nad swoim angielskim i nauczyć się więcej o tutejszej kulturze.

Moim głównym zajęciem jest praca z młodzieżą. Jestem tzw. Youth Worker (w Angli bardzo rozpowszechnione zajęcie). Większość czasu spędzam w szkołach średnich pracując jako asystent nauczyciela podczas normalnych lekcji, prowadząc zajęcia dla młodzieży z trudnościami w nauce oraz organizując games clubs podczas przerw na lunch. Poza tym wieczorami z kilkoma innymi osobami opiekujemy się kawiarnia młodzieżową.

Projekt dla którego pracuje nazywa się Catalyst i powstał dzięki współpracy wszystkich lokalnych kościołów chrześcijańskich. A wiec do moich obowiązków również należy prowadzenie grup domowych studium biblijnego oraz tzw. Christian Union w szkołach poza godzinami lekcyjnymi.

Praca moja jest niezwykle interesująca. Zaangażowana jestem w mnóstwo różnorodnych zajęć dlatego nie mam mowy o jakiejkolwiek nudzie. Rok tutaj spędzony będzie zapewne dla mnie ogromnym doświadczeniem, szczególnie ze jestem studentka resocjalizacji i w przyszłości również zamierzam pracować z młodzieżą.

Dosatkowe inforamcje można znaleźć na stronie http://www.escapade.org.uk/catalsystwebpage2.htm (w dziale TEAM).

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: Walka z rasizmem i ksenofobią
Wolontariusz: Eliza Iman Turczynska
Osoba prowadząca projekt: Karolina Suchecka
Termin: wrzesień 2002 - sierpień 2003

Nazywam się Eliza Iman Turczynska. Pisze do Was z Hiszpanii, z samego serca Katalonii, z miasta Lerida, które jego mieszkańcy określają mianem "głębokiej Katalonii" - "głębokiej", bo czuje się w niej wyraźnie odmienny charakter tej części Hiszpanii od całej jej reszty. Chce Wam napisać o moim pobycie tutaj i przede wszystkim o projekcie EVS, który realizuje, abyście mogli porównać swoje doświadczenia z moimi, a dla przyszłych wolontariuszy, którzy jeszcze nie do końca wiedza czym jest wolontariat europejski, niechaj będzie to swoistym przewodnikiem po praktycznej stronie EVS. Ze strona teoretyczna zapoznacie się sami czytając informacje na temat EVS-u oraz dowiadując się w organizacjach, które będą Was wysyłać w świat, ja natomiast ze swej strony pragnę podzielić się doświadczeniami z życia codziennego wolontariusza wziętymi.

Mój projekt trwa 12 miesięcy i nosi tytuł: "Walka z rasizmem i ksenofobia". Pracuje dla Rady Miasta Lerida w departamencie administracji spraw związanych ze współpracą międzynarodową i organizacjami pozarządowymi oraz w departamencie do spraw imigracji. Do niektórych moich zadań należą m.in.: stworzenie kompletnej wirtualnej bazy danych odnośnie wszystkich ważniejszych działających na terenie Leridy i w całej Katalonii organizacji pozarządowych, z którymi współpracuje Rada Miasta - są ich setki. Ponadto prowadzę kampanie uświadamiającą "Mediterrania - la cruilla dels pobles" - (Morze Śródziemne - na styku kultur) ukierunkowana na problematykę krajów basenu Morza Śródziemnego i złożoność problemów kulturowych, politycznych i ekonomicznych nękających kraje tego regionu.

Oprócz zadań długoplanowych mam również wiele innych zadań krótkoterminowych - np. przygotowywanie konferencji, korespondencja z organizacjami pozarządowymi, tłumaczenia z różnych języków, przyjmowanie imigrantów w departamencie ds. imigracji itp. Ponadto uczestniczę aktywnie w społecznym życiu miasta - biorę udział w konferencjach, seminariach, sympozjach, zebraniach poszczególnych organizacji, targach itp. oraz w życiu kulturalnym - koncerty, sztuki teatralne, inauguracje wystaw itp.

Jestem bardzo zadowolona z mojego pobytu w Leridzie, gdzie mogę łączyć moje poprzednie doświadczenie zawodowe z wiedza nabyta na studiach (jestem magistrem Filologii Arabskiej) łącząc tym samym teorie z praktyka. W wolnych chwilach - jakkolwiek nie mam ich wiele - pisze artykuły, które mam zamiar opublikować po powrocie do Polski.

Oprócz nabycia nowego doświadczenia zawodowego korzystam w pełni z szerokiego spektrum możliwości jakie daje mi pobyt w Leridzie - uczę się języka katalońskiego, chodzę też na intensywny kurs castellano, z którego przygotowuje się do zdania egzaminów państwowych, korzystam z biblioteki miejskiej, biorę udział w wykładach na uniwersytecie, jak również uczestniczę w licznych kursach, które organizują rożne jednostki miasta. Poznaje historie miasta, podróżuję (Barcelona, Madryt...).

Mam swoje obowiązki, ale tez i prawa. Pieniądze, które tutaj dostaje wystarczają mi w zupełności i pozwalają na podróże. W Radzie Miasta pracuje piec dni w tygodniu od 9 rano do 3 po południu, ale tak naprawdę jak wychodzę z domu o 8.30 rano wracam dopiero po 11 wieczór, ponieważ mam tyle zajęć. Oprócz weekendow mam dwa dni wolne w miesiącu, ale mam możliwość pozyskania więcej dni wolnych kiedy angażuję się w obowiązki pracy w godzinach nadliczbowych, które liczą mi się podwójnie. Jestem bardzo zadowolona z ludzi, z którymi pracuje, z mojego tutora i z moich współlokatorek. Mieszkam razem z trzema innymi wolontariuszkami w dużym, ładnie umeblowanym mieszkaniu.

Lerida jest małym ładnym miastem, ma wiele zabytków i dużo zielni. Nie mogę wiele powiedzieć na temat życia nocnego miasta, bo nie prowadzę nocnego trybu życia, ale moje koleżanki bardzo sobie chwalą tutejsze bary, dyskoteki, kawiarnie i lokale nocne. Mogłabym pisać wiele na temat mojego projektu, ale lepiej niechaj każdy z Was zdobywa swoje własne doświadczenia, ponieważ każdy projekt jest inny i otwiera inne perspektywy. Życzę Wam tak udanego projektu jak mój. Jeśli ktoś z Was jest zainteresowany, może skontaktować się ze mną pisząc na adres: eliza_turczynska@yahoo.com

Namawiam wszystkich do wzięcia udziału w EVS, bo jest to naprawdę doświadczenie życiowe, które wzbogaca o nowe wiadomości a dla niektórych może stać się dobrym startem w samodzielne życie zawodowe, czego Wam szczerze życzę.

^^^

***

Tytuł: Event organisation
Wolontariusz: Przemek Kuklicz
Osoba prowadząca projekt: Karolina Suchecka
Termin: 1 lipec 2003 - 31 maj 2004

Wolontariatem europejskim zainteresowałem się podczas moich studiów, gdzie w międzyczasie pracowałem jako wolontariusz w organizacji studenckiej "Bratnia Pomoc Akademicka" w Krakowie. Będąc na V roku studiów czułem pewien niedosyt i szczerze mówiąc nie wiedziałem co mogę robić po skończeniu nauki.

Pewnego razu podczas wymiany studenckiej w Lipsku dowiedziałem się, ze jedna organizacja poszukuje na przyszły rok wolontariusza w ramach EVS. Po rozmowie z nimi w grudniu 2002 dowiedziałem się, ze jestem zaakceptowany. Akurat w tym samym czasie pisałem artykuł do czasopisma studenckiego, który dotyczył wolontariatu - stad dowiedziałem się ze mogę zostać wysłany do Niemiec przez STRIM.

W marcu 2003 wysłaliśmy wniosek do Agencji Narodowej, by później w na początku czerwca się dowiedzieć, ze jestem zaakceptowany przez polska oraz niemiecka Agencje Narodowa. Na krotko przed wyjazdem (1 lipca 2003) byłem na super szkoleniu dla wyjeżdżających wolontariuszy, gdzie poznałem wiele ciekawych osób, z którymi wciąż utrzymuje kontakt i planuje się spotkać podczas realizacji mojego projektu.

Na początku, zaraz po przyjeździe, było dość trudno, zwłaszcza, ze nigdy nie uczyłem się w szkole języka niemieckiego, a moja znajomość ograniczała się jedynie do zwrotów i słówek umożliwiających przetrwanie. Było to dość mocnym bodźcem do nauki. Teraz po dwóch miesiącach mogę się swobodniej porozumiewać z innymi i ogólnie jest mi teraz dużo łatwiej.

Pracuje w organizacji Eine Welt e.V. ,gdzie prowadzimy sklep z artykułami pochodzącymi z krajów trzeciego świata i w ten sposób promujemy te kraje. Do artykułów tych zaliczają się miedzy innymi pyszne herbaty z Azji, czy tez super kawy z Afryki.

Oprócz sklepu organizujemy rożne przedsięwzięcia kulturalne promujące te kraje, a także workcamp w Rosji w miejscowości Samara.

Moja praca nie jest ciężka, być może czasem lekkostresujaca, gdy musze odbierać telefony i starać się zrozumieć co chcą nasi klienci. Ale jakoś sobie daje rady. Jestem tutaj jeszcze przez 9 miesięcy i w tym czasie planuje dużo rzeczy zobaczyć i odwiedzić, a także wiele się nauczyć.

http://www.evs-friends.de/profile.php

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: ÖGUT (Österreichische Gesellschaft für Umwelt und Technik)
Wolontariusz: Bernadetta
Osoba prowadząca projekt: Anna Hajec
Termin: październik 2003 - lipiec 2004

Witam Szanownych Panow i Panie :)

To ja :) Mam 23 lata :) na imie Bernadetta a w paszporcie wpisane w rubryce obywatelstwo: Polska :) Od pazdziernika 2003 do lipca 2004 chwilowo w Austrii- w Wiedniu :) Moj status: Freiwillige: inaczej: Wolontariusz

Co porabiam w ciagu 7 dni- od poniedzialku do niedzieli: wstaje rano - budze sie w moim pokoiku w Hunderwasserhaus po czym biegne na zajecia z niemieckiego na Uniwerku. Pozniej do mojej organizacji: prawiadlowo: Die Österreichische Gesellschaft für Umwelt und Technik czyli inaczej: Austriackie Towarzystwo Ochrony Srodowiska i Techniki :) Tam juz pisze maile, szukam informacji w Internecie, dzwonie. A do kogo?, o czym? po co? - to zalezy od tego nad czym pracuje. Sa to organizacje, instatucje publiczne lub prywatne w Austrii lub za granica. Po 5 godzinach przed komputerem, trzeba sie rozluznic...- czyli najlepiej wybrac sie do knajpki, na wystawe, do kina itd. Razem z innymi "ciezko" pracujacymi wolontariuszami :) I tak mija 5 dni z rzedu: od poniedzialku do piatku choc nie do konca-czasem zdarzy sie jakis niespodziewany wypadek: czyli spontaniczna impreza w srodku tygodnia...- a to juz burzy caly porzadek:) Weekend: o ile w Wiedniu( a zadko bywa) to bawimy sie tutaj na rozne sposoby... :) ale zawsze z minami jak na zalaczonym obrazku :) Jesli juz gdzies jedziemy... - to zazwyczaj robimy to samo :) Wiec lekka monotonia... :)

Jesli Pan - wzglednie Pani nie wie co zrobic ze soba... - to juz mowie: WOLONTARIAT! Nie jest zal zostawiac rodzine, przyjaciol, znajomych - tutaj sie poznaje cudownych ludzi I przezywa sie wspaniale chwile - ktorych sie do konca zycia nie zapomni!!!!! Wczoraj zegnalismy tutaj jednego Hiszpana I wowczas sobie uswiadomilam ze bedzie mi to wszystko co tu mam- bardzo ciezko zostawic- ale mimo wszystko! - gdybym jeszcze raz stala przed wyborem: wyjazd albo konczenie studiow I zostanie w kraju: bez wahania: WOLONTARIAT!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: SWYM Youth European Exchange
Wolontariusz: Boguslaw Czekalski
Osoba prowadząca projekt: Anna Hajec
Termin: wrzesień 2003 - sierpień 2004

Nazywam sie Boguslaw Czekalski. Obecnie jestem na wolontariacie w Anglii. Miejsce, w ktorym mieszkam I pracuje to Bristol - naprawde ciekawe i przede wszystkim otwarte na obcokrajowcow miasto w Zachodnio - Poludniowej Anglii.

O organizacji SWYM i wolontariacie z EVS dowiedzialem sie od mojej kolezanki, ktora byla takze na tym samym wolontariacie. Ma ona na imie Ola Wozniak I byla w zeszlym roku w Tavistock'u.

Moja praca wyglada calkiem podobnie. Pracuje w szkolach, Kosciolach, pomagam w Centrach Mlodziezowych, itp. Prowadze takze swoja grupe mlodziezowa w Kosciele, a takze ucze koszykowki w szkolach srednich (Secondary Schools).

Przed moim wyjazdem do Anglii bylem w naprawde ciezkiej sytuacji. Nie dostalem sie na studia, po raz kolejny, szukalem pracy, ale dlatego ze bylem po operacji wyrostka, nawet nie mialem szans pracowac fizycznie. Zarabialem grajac na ulicy, udzielajac korepetycji z angielskiego, matematyki, keyboard'u. Sam sie utrzymywalem i pracowalem na siebie od dluzszego czasu, ale szanse, jaka dal mi ten wolontariat przez dlugi czas nie zapomne. Nigdy nie myslalem, ze kiedykolwiek moznaby otrzymac cos za darmo, a zwlaszcza w Polsce, ale to jest prawda ze na takim wolontariacie, mlodziez ma szanse zainwestowania w siebie i wlasne mozliwosci.

Mieszkam teraz takze u rodziny i sa oni dla mnie naprawde wspaniali. Wiem, ze duzo ludzi na wolontariacie nie ma tej mozliwosci mieszkania u rodzin, ale mimo wszystko sa pewne plusy i minusy. Poznalem teraz wiele nowych ludzi i tak jak wspomnieli poprzedni wolontariusze, ciezko bedzie zostawic to wszystko. Ale mam nadzieje, ze mnie chociaz w przyszlosci znajomi zaprosza z powrotem do Anglii !!!

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ . ***

Tytuł: ASOCAICIÓN IBN BATUTA FOR AN INTERCULTURAL WORLD
Wolontariusz: Teresa Jambur
Osoba prowadząca projekt: Anna Hajec
Termin: grudzień 2003 - maj 2004

Hola, nazywam się Teresa i mam 23 lata. W okresie grudzień 2003 maj 2004 byłam wolontariuszką EVS w Barcelonie, Katalonia, Hiszpania. Pracowałam w organizacji ASCIB: Asociación Socio Cultural Ibn Batuta. Stowarzyszenie to zajmuje się pomocą imigrantom (głównie z krajów arabskich) jak na przykład udzielanie informacji, pomoc prawnicza, pomoc w szukaniu pracy, lekcje języka hiszpańskiego, katalońskiego, angielskiego. Moja praca związana była z tymi tematami, a głównie z tym ostatnim. Przygotowywałam materiały na zajęcia językowe, uczyłam przez pewien czas angielskiego. Brałam tez udział w realizacji przedstawienia teatralnego z udziałem imigrantów i korzystałam z takich dodatkowych rzeczy, jak Internet czy lekcje j. arabskiego. Tak przedstawia się EVS od strony realizacji projektu, podczas którego mamy możliwość pracy w środowisku obcojęzycznym, wśród ludzi innej kultury, nauczenia się języka, zdobycia nowych doświadczeń zawodowych.

Jednakże EVS to nie tylko praca, to też wspaniała zabawa, wspaniały czas spędzony wśród i z innymi wolontariuszami. Ja miałam to szczęście, że mieszkałam w jednym budynku z mniej więcej 20 innymi wolontariuszami z całej Europy. Poznałam naprawdę wspaniałych ludzi, z którymi spędziłam naprawdę niezapomniane chwile. Dzięki temu okresowi poznałam też lepiej samą siebie i to co chce robić w przyszłości.
Tak więc nie czekajcie ani chwili dłużej, znajdźcie swój projekt i przygotowujcie się na wielomiesięczną przygodę gdzieś w Europie.

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: ???
Wolontariusz: Ania i Dominik
Osoba prowadząca projekt: Anna Hajec
Termin: ???

Hello!
Pozdrawiamy wszystkich z przepieknego Bristolu, w ktorym aktualnie przebywamy I pracujemy jako wolontariusze. Zdecydowalismy sie na przyjazd tutaj, gdyz jest to duze wyzwanie i doskonaly sposob, w ktorym mozna sprawdzic samego siebie.

Glownym celem naszego projektu jest prowadzenie Youth Café. Jest to miejsce, gdzie miejscowa mlodziez moze sie spotykac I spedzac milo czas. Café jest wyposazona w komputery, konsole do gier bilard, stol do pingponga I wiele innych gadzetow. Projekt nadzorowany jest przez trzy koscioly ( Baptystyczny, Metodystyczny I Anglikanski). Pracujemy rowniez dla trzech szkol (szkoly sredniej I w dwoch szkol podstawowych). Jesli chodzi o prace w szkolach, to do naszych obowiazkow nalezy organizowanie assemblies ( to takie krotkie apele, na ktore sa zapraszane rozne osoby: policjanci, lekarze, politycy no I gadaja, gadaja I gadaja :). My robimy cos innego: przygotowujemy skecze albo krotkie przedstawienia. Oczywiscie kazde przedstawienie ma jakis moral czy Christian message. Organizujemy rowniez Lunch Clubs I Christians Unions, podczas ktorych wymyslamy I prowadzimy roznego rodzaju zajecia, gry, zabawy. Ogolnie mowiac jest to praca z dziecmi I mlodzieza; staramy sie z nimi zaprzyjaznic, stworzyc ciepla atmosfere, dac im miejsce, gdzie moglyby przychodzic I spedzac czas, czesto bardzo pozytecznie.

Jesli chodzi o prace dla kosciolow, to prowadzimy szkolke niedzielna dla dzieci w roznym przedziale wiekowym oraz grupe mlodziezowa dla nastolatkow. Podczas tych spotkan czytamy I rozwazamy fragmety z Biblii, dyskutujemy na tematy zwiazane z ich codziennym zyciem I staramy sie ich pozytywnie ukierunkowac.

Uczeszczamy na Mullers Training  jest to rodzaj szkolenia ktory ma nam pomoc w pracy wolontariackiej.

Oprocz tego co 6 tygodni spotykamy sie wszyscy, (tzn. wszyscy wolontariusze ze SWYM-u ) I mamy konferencje - cztery dni intensywnego szkolenia. Po ukonczeniu rocznego kursu ze SWYM-em i po zdaniu wszystkich egzaminow otrzymamy dyplom Youth Worker. Wymaga to duzo czasu i pracy , no ale chyba warto skorzystac z takiej szansy, zwlaszcza ze koszt kursu jest pokryty przez SWYM. So:

JOIN OUR PROJECT! YOU WILL NOT REGRET IT!

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: Co-operation in Local Youthwork
Wolontariusz: Marzena Wójcik
Osoba prowadząca projekt: Maciej Czarnik
Termin: do maja do listopada 2004

Strona która teraz oglądacie zawiera krotki opis mojego doświadczenia z wolontariatem za granica. Nazywam się Marzena Wójcik i mam 23 lata. Projekt Europejskiego Wolontariatu który odbyłam pomiędzy majem i listopadem 2004r. w Finlandii, w Kuopio. Podmioty, które wzięły w nim udział to po stronie organizacji wysyłającej Stowarzyszenie STRIM, natomiast organizacja goszcząca to "Vesaiset" z Kuopio. Miejscem realizacji moich żądań i partnerem organizacji Vesaiset była Szkoła Podstawowa Männistö w Kuopio.

Mój projekt zawierał trzy ważne dla mnie elementy: praca w szkole z dziećmi, uczestniczenie w niektórych działaniach i happeningach organizacji , a takze mieszkanie z fińska rodzina. Wszystkie te elementy łącznie dały mi niezapomniane przeżycia i doświadczenia. Miałam niepowtarzalna okazje uczyć się nowych rzeczy w przyjaznym mi miejscu pracy, ale także intensywnie poznawać kulturę kraju i jego mieszkańców przez codzienne uczestniczenie w życiu fińskiej rodziny i innych poznanych osób.

Mój wolontariat odbyłam pracując z dziećmi. Jest to praca dająca dużo satysfakcji i miłych chwil. Moim zadaniem było pomaganie w zajęciach szkolnych oraz spędzanie z dzieciakami wolnego czasu po lekcjach. Miałam pod opieka dzieci fińskie i wiele innych narodowości. W tym ciekawym towarzystwie nauczyłam się wiele i przypomniałam sobie własne dzieciństwo.

Bardzo ważnym aspektem mojego wolontariatu było mieszkanie z rodzina goszczącą. Każdego dnia mogłam nauczyć się czegoś nowego, jak kwestie praktyczne dotyczące codziennego życia i poznawanie aspektów kulturowych. Poza tym nigdy nie czułam się samotna. Wraz z rodzina wiele podróżowałam i to głownie dzięki ich zaangażowaniu mogłam zwiedzić cały kraj.
Wolontariat może być trudna decyzja ale warta trudu i pracy. Zostawia niezatarte wspomnienia i wielu nowych znajomych.

^^^

***

*** Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Programu MŁODZIEŻ W DZIAŁANIU. ***

Tytuł: The English Playschool of Valkeakoski
Wolontariusz: Łukasz Kinalczyk
Osoba prowadząca projekt: Maciej Czarnik
Termin: do 01.09.2003 do 31.08.2004

No i nagle okazuje się, że za parę dni trzeba wracać. Pakowania co nie miara. Kiedy wyjeżdżałem Maciek prorokował, że do domu przywiozę duużo więcej niż wywoziłem jadąc do Finlandii... Spełniło się: plecak 75 litrów, walizka, torba jedna (ta z prowiantem) i torba druga (ta z książkami wszelkimi i notatkami z leksji fińskiego) - wszystko wypchane nad miarę; a jeszcze kiść reklamówek z upominkami od przyjaciół z Finlandii dla mnie i dla przyjaciół w Polsce ode mnie... A gdyby tak jeszcze wziąć stoliczek nocny, który udało mi się jakoś efektownie sklecić na kursie stolarki?...

Przypominam sobie kiedy dowiedziałem się od Karoliny Sucheckiej, że mnie chcą w Valkeakoski i że, jeśli dobrze pójdzie, to na jesieni będę już w Finlandii pomagał dzieciakom w przedszkolu. Wydaje się, jakby to było parę dni temu, jakby to wszystko co się potem wydarzyło skumulowało, skondensowało się w kilku godzinach. A przecież to był cały "długi" rok.

Na początek: załatwianie wizy, kupno biletów itp. Cały ciąg małych, mniejszych a czasem i dużych czynności, które trzeba było wykonać, pakowanie, wypakowywanie ("bo się nie mieści"), pakowanie raz jeszcze, czekanie na samolot, narastająca trema (a może nawet strach), pożegnania i obiecuję napisać, tak, tak, na pewno...

W każdym razie przyleciałem. Jestem na lotnisku Helsinki-Vantaa. Czeka już na mnie Sinikka Pösö, która jest przedstawicielem organizacji goszczącej, i objaśnia mi który autobus mam wziąć, żeby się znaleźć w miejscu docelowym, czyli w Valkeakoski, jakieś dwie godziny jazdy na północ. A przy okazji informuje mnie, że mam się pojawić na pierwszym obozie już za trzy dni. To pamiętam jeszcze dość wyraźnie. Ale następnych parę tygodni to istny galimatias nowych wrażeń, doświadczeń, znajomości, informacji... Był i obóz szkoleniowy, gdzie poznałem innych wolontariuszy na nadchodzący rok w Finlandii; był i pierwszy dzień w przedszkolu, kiedy okazało się, że jest to bardzo mała placówka z 22 dzieciakami i 3 opiekunkami (Sinikka Vihmäri, Leena Miinä, Helena Kaunisto), mała ale z fajnym pomysłem na nauczanie angielskiego od najmłodszych lat; było objeżdżanie całego miasteczka rowerem, który miałem tam do dyspozycji; było pierwsze też "wyzwanie" wolontariackie: mianowicie przygotowanie Halloween. Poszło doskonale, jak sobie przypominam, zagrałem tam nawet początek Marsza Żałobnego Szopena tak dla wczucia w atmosferę święta. Dzieciaki wypadły świetnie.

Oczywiście z czasem wszystko przyswoiłem i jakoś przywykłem do rutyny naszego przedszkolnego życia. A dzień mój wyglądał następująco:

8.30 przybywam i od razu pomagam dzieciakom przy śniadaniu
8.45 ubieramy się (koszmar zimowych ubranek!)
9.00 jesteśmy na dworze i robimy co się da. Jesienią, wiosną i najwięcej latem z chłopakami ternujemy piłkę nożną.
10.00 albo 11.00 (w zależności od pogody) wracam do środka i tam dzieciaki mają wolny czas do obiadu
11.30 obiad. Czyli jakieś papu, którego w przeważającej części dzieciaki nie chcą jeść. To chyba naturalne.
12.00 czas na książki. Każde z naszych pociech ma sobie wybrać książeczkę na jakieś 20 minut. To był nowy zwyczaj, który przedszkole wprowadziło dokładnie kiedy przyjechałem, na początku dzieci jakoś niechętnie siedziały nad książeczkami, ale po jakichś 3 tygodniach same prosiły, żeby przedłużyć ów book time. Oczywiście nic nie rozumieją się na literkach jeszcze, ale za to same mogą sobie wymyślać historyjki do obrazków, które są obok tekstu.
12.30 gry i zabawy w środku" (no chyba, że była śliczna pogoda, to wtedy naturalnie szybko na dwór). "Gry i zabawy w środku" polegają mniej więcej na radosym niszczeniu tego co zbudowała grupa przeciwna albo na budowniu i bronieniu tego przed innymi. A można jeszcze: skakać po opiekunach, rozrzucać poduszki, pogubić klocki, popłakać parę razy, iść na wspólne siku z kolegami do jednej ubikacji, potańczy, pośpiewć a nade wszystko wykrzyczeć się do woli.

14.00 zdecydowanie czas na spokój dla opiekunów, zatem: leżakowanie (jeśli pogoda okropna) albo na dwór na parę chwil. Jedno co mnie zdziwiło w Finlandii a co jednocześnie uważam za bardzo dobry zwyczaj, mianowicie: ile tylko się da, przebywać na dworze. Czy to deszcz, czy śnieg, mróz czy spiekota (potrafi w Finlandii być gorącą latem), dzieci muszą wyjść na dwór przynajmniej na 3 godziny dziennie. Na palcach jednej ręki potrafię policzyć dni w których z powodu okropnej pogody siedzieliśmy w środku. Tak się hartuje stal i fińskie dzieci:)
15.00 rodzice zaczynają odbierać maluchy i trwa to do około 16.45
15.30 snack time czyli podwieczorek, na który składało się zdrowe ciemne pieczywo z serem kiełbasa i ogórkiem. Bo w Finlandii słodycze dzieci dostają raz na jakiś czas, a na co dzień tylko zdrowe posiłki.
16.00 mogę opuścić już swoją placówkę i iść do domu, aby zebrać siły na kolejny dzień walki.

Warto jeszcze wspomnieć, że nasze przedszkole jest małe i jest przedszkolem bez podziału na grupy wiekowe: wyglądało to mniej więcej tak, że starsi pomagali młodszym, a młodsi denerwowali starszych.

Tak mniej więcej wyglądały tygodnie normalne. Dodatkowo były jeszcze tygodnie mniej normalne, w których przygotowywaliśmy występy na nadchodzące święta (Halloween, Boże Narodzenie, spotkanie z niepełnosprawnymi rówieśnikami, Dzień Matki, Dzień Sportu) albo przygotowywaliśmy się do wycieczek: byliśmy w muzeum starych samochodów, byliśmy latem na plaży parę razy, pojechaliśmy na farmę strusi i jeszcze do muzeum misiów pluszowych (nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje!). I mogę stwierdzić, że zdecydowanie więcej było tych tygodni mniej normalnych.

Osobiście odpowiadałem za Dzień Sportu (zorganizowaliśmy różne biegi i tory przeszkód i rzucanie do celu itp.). Zorganizowałem Małą Orkiestrę czyli po fińsku Pikkuorkesteri i wspólnymi siłami wyśpiewaliśmy i wygraliśmy na różnych instrumentach "Jingle Bells". Zrobiliśmy nie małą furorę, bo później poproszono nas o odśwpiewanie tej piosenki na dorocznym zjeździe absolwentów z miasta Valkeakoski. A jeszcze gdzieś tak w między czasie uczyłem dzieciaki angielskich nazw ubrań, czapek, rękawiczek, zabawek itp. A jeszcze jakoś udało mi się zrobić nową stronę internetową dla naszego przeedszkola (moża znaleźć pod adresem (www.edu.vlk.fi/kindergarten)

W sumie rok niezwykle pracowity.
A po pracy też nie należy próżnować a więc: kurs stolarki (a czemu nie), kurs języka fińskiego (średnio udany, ale za to można było spotkać nowych ciekawych ludzi z różnych krajów) i kurs introligatorstwa. Poza tym jeśli jest ktoś zainteresowany (ja byłem baaardzo) to może dla siebie znaleźć w Valkeakoski bibliotekę publiczną z mnóstwem książek po anglieksu, niemiecku, francusku oraz bibliotekę muzyczną, z tysiącem płyt kompaktowych, nut, książek o muzyce, oczywiście tak klasycznej jak i popularnej.

Finlandia wywarła na mnie olbrzymie wrażenie, chętnie bym tam wrócił trochę się dokształcić czy coś:) Jedyna rzecz na co mogę narzekać to brak pierogów z kapustą i grzybami.

Dni mijały, tygodnie mijały, miesiące mijały i nagle obudziłem się z tego najpiękniejszego snu jaki miałem. Trzeba wyjeżdżać. Toboły już na mnie, niedługo posmakuję tych pierogów za którymi mi się tęskni. Trzeba żegnać mój drugi dom w Finlandii i wracać do Polski.